Jako małe dziecko wychowywałem się wśród stoisk cieszyńskiego targu. Możecie mi uwierzyć na słowo - była to swoista subkultura, ludzie posługujący się odrębnymi rytuałami i specyficznym językiem. Ciekawe, że wśród nich funkcjonowała także specyficzna moralność. Po pierwsze z tego co pamiętam, to wczesne stawanie. Aby dostać się na targ w miarę wcześnie, trzeba było także w miarę wcześnie wstać, ponieważ na drodze do Cieszyna urządzano sobie wtedy wyścigi, kto pierwszy na stoiska ten lepszy. Oczywiście każdy już dawno miał wykupione stoiska, chodziło o to, żeby uniknąć kolejki podczas wjazdu do swojej alejki. W każdym razie w lecie przyjeżdżało się na swoje stoiska jeszcze w nocy. I za pomocą specjalnych lamp rozwieszało się towar. My handlowaliśmy garsonkami. Nie wiem akurat, czy był to najlepszy produkt w tamtych czasach, jednakże wśród czeskich kobiet był bardzo popularny. Stoiska posiadały swoją hierarchię. Po pierwsze główne stoiska ustawione były przy głównych arteriach targu, gorsze stoiska były ustawione przy bocznych alejkach. Im bliżej stoiska znajdowały się głównej arterii, tym uznawano je za lepiej opłacalne i przynoszące większe dochody. Oczywiście jako dziecko pomagałem rodzicom i zdarzało mi się samodzielnie wynegocjować cenę jakiegoś ubrania, co z perspektywy czasu było wolną amerykanką. Obecnie chyba nikt nie pozwoliłby samodzielnie 10-letniemu chłopcu wykorzystać stoiska do handlu.
Komentarze
Brak komentarzy